Gdyby jeszcze Judith…
W Teatrze Kwadrat pokazano spektakl, który jest jak młode wino. Rozlany do butelek musi się uleżeć. Ale jedna z flaszek została wyjęta i otworzona aby spróbować, co też kryje w sobie ten rocznik. Przedpremierowo pokazano „Moją kochaną Judith” w reżyserii Michała Staszczaka, który jednocześnie gra w tym przedstawieniu.
Wino burzy się i pieni. Potrzebuje czasu. Reżyser jest w lepszej sytuacji, niż winiarz. Temu drugiemu, w razie wtopy, pozostaje tylko wylać wszystkie butelki trunku do zlewu. Reżyser - może pracować i doskonalić swoje dzieło. I tego, moim zdaniem potrzeba „Mojej kochanej Judith”. Ale zacznijmy od pozytywów, bo jest ich w tym spektaklu wiele.
Po pierwsze świetnie, że sięgnięto po ten właśnie tekst. Norm Foster napisał to lekko, z humorem ale zarazem mądrze. Bo w jego komedii zaszyte są przeróżne, ponad śmiech urastające, przesłania. O wrażliwości, uczciwości. O sprawiedliwości i odzyskiwaniu swojej woli. Tak. Nie patrzymy na „Judith” jedynie jak na cukierkowy pokaz wesołych scenek, ku rozbawieniu licznie zgromadzonej gawiedzi. Na szczęście nie.
Struktura spektaklu jest czytelna. Jak to zwykle bywa w tego typu utworach. Ma go nieść jedna, pierwszoplanowa postać, która przez cały czas jest spiritus movens fabuły. Dookoła niej, równie błyskotliwe, zabawne w swoich intrygach, lecz osadzone na czytelnym drugim planie - pozostałe postaci. Proste, czytelne i zawsze się sprawdza. Jest jednak pewien konieczny do spełnienia warunek. Musi być na tyle dobry aktor, aby udźwignął ciężar zadania stawianego na pierwszym planie. Bez niego - ani rusz.
Piszę o tym nieprzypadkowo. Bo w inscenizacji Teatru Kwadrat takiego aktora nie ma. Powinien, a raczej powinna być, ale zupełnie się nie sprawdza. Podkreślam: Jest jeszcze czas. Oficjalna premiera za niespełna miesiąc W teatrze to epoka. Ale reżyser i Marta Żmuda-Trzebiatowska mają albo wiele pracy, albo stać się powinno to, co niedawno w bramce Barcelony. Taka czytelna aluzja…
Drugi plan świetny. Patryk Pietrzak przezabawny, uroczy i arcysympatyczny w roli zestrachanego sprzedawcy - życiowego nieudacznika, Karla Newhouse’a. Ilona Chojnowska piękna i wyrazista, jako cokolwiek wyrachowana Anna Miles. Michał Staszczak świetnie „czujący” się w eleganckich kostiumach bogatego przemysłowca branży odzieżowej, Davida Stafforda. Ale nie da się wystawić „Mojej kochanej Judith” bez… Judith! Marta Żmuda-Trzebiatowska przeszła obok swojej roli. W pierwszym akcie gra równie ambitnie, co będący elementem scenografii fotel. Moim zdaniem komunikuje swoje kwestie. Tylko tyle. Ona tej roli kompletnie nie czuje. Powinna być - szczególnie w pierwszy akcie jest to nader bolesne - potężnie zawianą, ekscentryczną ale i romantyczną żoną milionera. A jest? zagubioną dziewczynką, która wygląda jakby pierwszy raz w życiu sięgnęła po białe wino i w jej świecie kwietnego wianka, motylka i baranka doszło do poważnego zaburzenia tożsamości. Na dodatek interpretacja. Bogowie Teatru! Nie można przecież polegać jedynie na tym, że jest się pięknym i Lud wciąż pamięta znakomitą rolę w „Tylko nie kłam, kochanie”. Trzeba coś z siebie dać. Pani Marta pod tym względem jest oszczędna, żeby nie powiedzieć skąpi swoich głęboko zapewne skrywanych aktorskich talentów. Jest czas. Ale bez pomysłu na Judith „Moja kochaną Judith” się zwyczajnie nie uda.
Wracając do fabuły. Klasyczny trójkąt, czyli on, żona i kochanka. On i kochanka chcą tę figurę przeciąć i dążą do pozbycia się żony. Czyli Judith. Ale nie, nie. Bez żadnych morderstw i innych takich. Po prostu intryga ma doprowadzić do rozwodu Davida i Judith. Na dodatek ma to być sprokurowane tak, aby to Judith była rozpadowi winna. W tym celu Anna i David ściągają nieudacznego, acz gotowego na wszysko Karla. Ma wplątać Judith w romans i tym samym dać Davidowi powód do rozwodu. Ale - rzecz się nie udaje. Po ciągu zabawnych i co jeszcze raz podkreślam, mądrych perypetii, sprawiedliwość bierze górę a nieuczciwy David dostaje po nosie. Reszty nie ujawnię, żeby mieli Państwo przyjemność oglądania „Mojej kochanej Judith” w Teatrze Kwadrat.
Tak. Przyjemność. Bo mimo wszystko to jest przyjemne wieczorne doznanie. Świetnie się ogląda, zwłaszcza bardzo dynamiczny i zabawny drugi akt. Gdyby jeszcze ta Judith…
Aktorzy
Judith Stafford: Marta Żmuda-Trzebiatowska: Dawid Stafford: Michał Staszczak
Anna Miles: Ilona Chojnowska
Karl Newhouse: Patryka Pietrzak
Realizatorzy
Przekład: Elżbieta Woźniak
Reżyseria, oprawa muzyczna: Michał Staszczak
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Karolina Bramowicz
Reżyseria świateł: Maciej Iwańczyk
Asystentka reżysera: Elżbieta Kozak
Ruch sceniczny : Paulina Andrzejewska - Damięcka
Produkcja: Joanna Wysocka



Komentarze
Prześlij komentarz