Świąteczna paczka...
Napełnione brzuszki, zmywarka szumi usypiającym szumem zwiastującym powrót do czystości. Za oknem maszerują pasterkowicze. I co? Podsumowania po niecałej połowie sezonu teatralnego to obciach. Układanie rankingów jeszcze większy. Przecież są teatry, które się na dobre nawet nie rozpędziły premierowo. Grają z powodzeniem spektakle sezonów ubiegłych i przegrupowują siły. Zatem do poczytania po Wigilii a przed Bożym Narodzeniem mam nie ranking, nie podsumowanie - raczej polecajkę, gdzie w Nowym Roku warto zajrzeć i co zobaczyć.
Po pierwsze Collegium Nobilium. Trzy świetne, premierowe spektakle. Dynamiczny „Alicji nie będzie”, mocny „Ojciec” i wyjątkowa „Mewa”. O niej pisałem wczoraj do Jacka Melchiora, którego tegoroczną powieść „Koniec zabawy” wszystkim serdecznie polecam: „Minkowska z niebywałą delikatnością, jakby chciała naprawić stary, zardzewiały zegar, najpierw rozłożyła tę „Mewę” na misterne kawałki. Poukładała na stole. Potem usunęła patynę i kurz. Wzięła istotę czechowowskiego komediodramatu. Na nią powoli i delikatnie nałożyła postaci. Uzupełniła uszczerbki i naprawiła pęknięcia. A potem wypełniła to znakomitym Zespołem aktorów.”. Jeśli złapiecie bilety, bo to jest wyzwanie - nie pożałujecie. A kto nie złapie do Collegium, temu Komuna Warszawa i „Magic Blow”. Mocne, dynamiczne widowisko o współczesnym świecie. Świetne choreograficznie i kostiumowo. Jedno zastrzeżenie: Jest głośno.
Teraz pozostała sztuka ambitna, czyli teatr dający do myślenia. Obracamy się w sferze spektakli nienowych, ale wartych zobaczenia. W Powszechnym „1984”, w Narodowym „Dekalog”, a w „Dramatycznym „Nasze czasy”. Każdy z nich to moim zdaniem gwarancja mądrego wieczoru. Ale takiego, po którym chce się raczej usiąść i pobyć ze sobą. Chociaż - może ja po prostu lubię moją samotność.
Spektakle odkurzane w dwóch teatrach stały się, mam wrażenie, opatrunkami na rany lat poprzednich. TR Warszawa sięga po „Między nami dobrze jest”, a Dramatyczny w zasadzie przywraca wszystko, co można z „epoki Słobodzianka”. I bardzo dobrze. Jeśli coś się sprawdzało, to zapewne nadal sprawdzać się będzie. Na dodatek warto przypominać dni sławy i chwały, bo to spaja zespół i daje potrzebny reset emocjom. Szczególnie fajnie to wygląda w TR Warszawa, który radzi sobie bardzo dobrze i z czystym sumieniem sugeruję zajrzeć tam nie tylko na hit sprzed lat, ale także także na „Orfeusza”. Nowe to ujęcie mitu, jednak mądre i otwierające głowę.
No a co na lekko i wesoło? A - bardzo proszę: Do Teatru Kwadrat, dajmy na to, warto wpaść na „Lekcje tańca”. Uroczy, subtelny teatr o ciepłych uczuciach i dobrych ludziach w różnych życiowych sytuacjach. Tu można ze znajomymi a potem jakieś winko i pogaducha. Podobnie ze znajomymi warto wpaść na „Złodzieja” do Komedii. Ktoś pisał, że to komedia pozbawiona humoru. Bzdura. To uroczy, lekki i dynamiczny spektakl z mistrzowską rolą Doroty Stalińskiej. A jeśli akurat by było wolne miejsce, w co osobiście wątpię, to ja bym się pchał rękami i nogami na „Zemstę”.
Wieczor romantyczny i taki we dwoje? No właśnie. Tu możecie się zdziwić. Bo znowu Teatr Komedia. Warto zobaczyć na Małej Scenie muzodram Katarzyny Zielińskiej „To może ja się położę”. Romantycznie, sentymentalnie. Jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Inny zupełnie, ale moim zdaniem też wart zobaczenia we dwoje jest monodram Marii Seweryn w Polonii. „Na pierwszy rzut oka” jest dla tych par, które lubią rozmawiać o sprawach ważnych i nie unikają trudnych tematów. Będziecie zadowoleni. Z kolei pary z poczuciem humoru i dystansem do siebie i świata na pewno z przyjemnością zobaczą „Szaleństwo we dwoje” w Teatrze Druga Strefa. Tam też świetny, bardzo kobiecy i osobisty monodram „Druga”.
A gdzie zabrać licealistę? Ha! Propozycja w Warszawie jest całkiem atrakcyjna. Po pierwsze „Stowarzyszenie umarłych poetów” z Wojciechem Malajkatem w Och! Teatrze. Świetny materiał do dyskusji o dojrzewającej dorosłości, niezależności i szacunku do siebie samego. Ważny kawał teatru. Świetnie sprawdzi się też „Dziwny przypadek psa nocną porą” - tu można bez obaw zabrać także teatromanów z ostatnich klas podstawówki, czy „Kruk z Tower”. Oba spektakle w Dramatycznym, ale ten drugi bardziej dla rodziców i starszej młodzieży. Lubiący muzykę łączącą pokolenia nie ominą zapewne także nienowych, ale świetnych spektakli muzycznych w reżyserii Anny Sroki-Hryń we Współczesnym. „A planety szaleją”, czyli in memoriam Kora oraz „Z ręką na gardle” upamiętniający genialną Ewę Demarczyk.
Pozostaje teatr ponadpokoleniowy. Statyczny, solidny i taki który zadowoli babcię, wuja, ojca i kuzynów. Nie żartuję broń Boże ani nie deprecjonuję roli takich spektakli, bo są bardzo ważne. Sam się na nich wychowałem i zawdzięczam im fascynację teatrem. Zatem z całą rodziną można do Ateneum na „Pułapkę na myszy”, kryminał Agathy Christie, czy na „Vanitas” do Współczesnego. No i oczywiście warto wspiąć się na 6. Piętro aby zobaczyć dwa spektakle. „Handlarzy gumek” ze świetnym Borysem Szycem i „Edukując Ritę”, w którym z kolei czaruje widownię Mirosław Baka. Z tym wspinaniem to oczywiście żart. Jest winda.
Pozostają jeszcze spektakle unikaty, których jeśli się nie zobaczy to będzie się żałować jak nieodbytej rozmowy z kimś bliskim, kto już rozmawiać nie może. Są takie w Warszawie. I na nie szedłbym w ciemno. Zabierając rodzinę, partnerkę, partnera, dzieci. Nawet sąsiadów. Bo są absolutnie wyjątkowe. „Sztuka wywiadu” w Polonii, czyli opus magnum Jana Peszka i „Stara kobieta wysiaduje” w Studiu, znakomity monodram w wykonaniu Ireny Jun.
I to tyle. Napisałem, bo często ktoś pyta mnie na co warto pójść do teatru. Odpowiedz prawidłową brzmi: Nie wiem, nie jestem tobą. Jednak jeśli wolno mi będzie, zapewne prezentując grzech pychy, coś podpowiedzieć - to powyższe zestawienie oddaję Państwu pod rozwagę. Nie ma wśród tych spektakli lepszych, gorszych. Nie ma takich, które na pewno się spodobają, albo na pewno sprawdzą jako pomysł na wieczór. Wybrałem te. które sam bym rozważył.
Życzę Państwu wspaniałości. Czyli - jak najwięcej teatru. Nie ma na świecie nic od teatru wspanialszego. Jest zapachem, emocjami, warsztatem, sztuką. Jest życiem… Obyśmy żyli jak najdłużej i jak najlepiej.
Jacek Mroczek


Komentarze
Prześlij komentarz