Gombrowicz pełną gębą

„Ferdydurke”. Ten narkotyk nastolatka mojego pokolenia. Biblia trzeciej klasy liceum ogólnokształcącego. Zarazem genialny spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Macieja Wojtyszki z 1984 roku. Szedłem z nieufnością. Po katastrofalnych dwóch spektaklach widzianych ledwie kilka dni temu, doprawdy zacząłem wątpić w sens artystycznych poszukiwań w teatrze. Ale to Teatr Malabar Hotel. Zupełnie co innego. Niesłusznie poddawałem ich ostracyzmowi w okresie słusznie minionej epoki byłej pani dyrektor Teatru Dramatycznego, z którym współpracują. Malabar rozsiadł się na scenie Przodownik i ma się tam - przynajmniej pod względem twórczym, o innych aspektach nie wiem - znakomicie. 


Na dzień dobry witają nas zwały… gumy do żucia. Scena przypomina krainę ze snów o światach bajkowo - kreskówkowych. Środek zajmuje wielki materac a na nim zmięta pościel. Zmięta tak, że można domyślić się, jak się to zacznie. I zaczyna. Początek, tu jedyna uwaga krytyczna, przemyślałbym, czy nie przydługi. Rozumiem założenie. Próbę wyłączenia u Widzów myślenia kategoriami ich spraw codziennych, pewnego oczyszczenia myśli. Ale Józio (Waldemar Barwiński) zanim zacznie mówić, musi się sporo napracować i nie wszyscy Widzowie to wytrzymują Na pocieszenie, Barwiński jest Józiem znakomitym. W ogóle w tym spektaklu postaci są genialnie osadzone w rolach. Aktorzy grają to co, moim zdaniem, doskonale rozumieją. Nie ma tu niepotrzebnych gestów, mimiki. Skoro już przy niej jestem, nie można ominąć genialnej, kulminacyjnej sceny tak powieści Gombrowicza, jak tego spektaklu - pojedynku na miny między Miętalskim a Pylaszczkiewiczem, czyli Miętusem a Syfonem. Obaj Aktorzy, Marcin Bukowski (Miętus) i Mateusz Weber (Syfon) wraz z Reżyserującą Magdaleną Miklasz stworzyli scenę nie do zapomnienia. Na miarę najlepszych adaptacji powieści Gombrowicza. Niestety w opisie „Ferdy” nie znalazłem nazwiska Osoby odpowiadającej za oświetlenie sceny. Jej też należą się wielkie wyrazy uznania.


Reżyserująca „Ferdydurke” Magdalena Miklasz (mam tu kłopot, bo „reżyser” brzmi rzeczywiście nadmiernie męsko, a „reżyserka” to miejsce w studiu telewizyjnym, gdzie siedzą realizatorzy) zaproponowała czytelne rozgraniczenie jawy i snu. Splatają się, ale można odnieść wrażenie, że makabryczna podróż Józia do przeżyć młodości odbywa się w sferze sennych koszmarów. Świetnie to się sprawdza. I oczywiście jest na początku drugiego aktu jeden z moich ulubionych monologów polskiej literatury. Ten, w którym Józio budzi się na granicy nocy i dnia. W nie-dniu i nie-nocy. Ponowne ukłony dla Waldemara Barwińskiego. Jego „We wtorek zbudziłem się o tej porze bezdusznej i nikłej, kiedy właściwie noc się już skończyła, a świt nie zdążył jeszcze zacząć się na dobre…”, zapamiętam. Wybitny bardzo ważny dla oglądu całości jest ten fragment powieści Gombrowicza. Dla mnie cała „Ferdydurke” dzieje się właśnie w kieszeni czasu. I tu, moim zdaniem, doskonale wybrzmiewa. 


Opisując to, co na scenie nie można pominąć postaci profesora Pimki. Spiritus movens pierwszego aktu, który działając jakby w zmowie z kafkowskimi śledczymi z „Procesu”, porywa głównego bohatera z dorosłości i łagodnie acz stanowczo wtłacza w pupę niewinnego dzieciństwa. Obawiałem się, czy Łukasz Wójcik nie jest do tej roli za młody. Przecież u Wojtyszki kreację Pimki stworzył Jan Bińczycki i bardzo trudno byłoby coś w tej kwestii dopisać. I znowu się pomyliłem. Pimko Wójcika jest znakomity. Jego sposób poruszania się, mówienia, mimika, przypominały mi młode lata Johna Cleese z pythonowskiego kabaretu. Wyszło to bardzo dobrze, a dołożywszy metamorfozę Aktora w postać Hurleckiego w drugim akcie - znakomicie. 


Jest w „Ferdydurke” Teatru Malabar Hotel wszystko to, co Gombrowicz zawrzeć moim zdaniem chciał. Jego sprzeciw przeciwko niepoważnemu traktowaniu inności w szlachecko-ziemiańskim społeczeństwie. Sprzeciw przeciwko pruskiemu modelowi szkoły Międzywojnia. Ale jest i wiele więcej. Bo, choć nie mamy już szlachecko-ziemiańskich dylematów, zostały one przeniesione na styk innych grup społecznych i starcia innych grup światopoglądowych w czasach nam współczesnych. Szkoła jest równie zła, a może gorsza od tamtej. Tych aktualnych wątków na Scenie Przodownik jest więcej i dlatego „Ferdydurke” nabrała nowego, aktualnego znaczenia. Tekst w teatrze się nie starzeje. Żyje. Ludzkość, a zarazem jego odbiorcy zmieniają się w warstwie technologicznej, rozwijają swoje dokonania naukowe. Jednak w głębi dusz są nadal tacy sami, jak protoplaści. Ta konstatacja została ze mną po świetnym wieczorze, za który dziękuję Teatrowi Malabar Hotel, grającemu gościnnie na Scenie Przodownik Teatru Dramatycznego i z tymże współpracującemu. 


P.S. Teatr Malabar Hotel szykuje premierę pod intrygującym tytułem „Kafka komedia”. Są na Patronite, potrzebują wsparcia…. No są mi wiecie, co zrobić. 


TWÓRCY


reżyseria

Magdalena Miklasz

adaptacja 

Maciej Podstawny

scenografia

Katarzyna Borkowska

kostiumy

Paula Grocholska 

muzyka i opracowanie muzyczne

Anna Stela 

lalki

Marcin Bikowski 

asystent reżyserki

Michał Karwowski 


OBSADA


Waldemar Barwiński Józio

Anna Gorajska Zuta, Myzdral, Kopyrda, Hurlecka

Magdalena Smalara(gościnnie) / Anna Szymańczyk Młodziakowa, Pyzo, Zygmunt

Mateusz Weber Syfon, Walek

Łukasz Wójcik Pimko, Hurlecki

Marcin Bartnikowski Młodziak, Hopek, Sługa Franciszek

Marcin Bikowski Miętus

Anna Stela (gościnnie) Uczennica Zosia





Komentarze

Popularne posty