Wstrząs w schronie Dulskich
Teatr Anny Augustynowicz to ciemne, surowe wnętrza. Postać dramatu postawiona wprost przed widzami. Odarta z bezpiecznej, zabudowanej znajomym środowiskiem, przestrzeni. To teatr ocierający się o ludzkie katharsis. Czysty, ascetyczny wręcz obraz emocji, działań i motywacji. Nie inaczej dzieje się w „Moralności pani Dulskiej”, spektaklu który Anna Augustynowicz wyreżyserowała na Scenie przy Wierzbowej Teatru Narodowego. Czerń, jej głębia, dominują. W czerń odziani są aktorzy. Postaci w domu Dulskich. Pustym jak schron.
Zaczyna się tak, jakbyśmy obserwowali perfekcyjnie przygotowane czytanie performatywne. Aktorzy w bezruchu, twarzami zwróceni ku widzom. Wypowiadają swoje kwestie nie patrząc na siebie. Rozmawiają bez cienia interakcji. Czasem odwróceni do interlokutorów wręcz plecami. Dopiero po mniej więcej kwadransie w zastygły, skostniały świat domu Dulskich wkracza ruch. Pierwszą postacią przemieszczającą się po scenie jest Lokatorka (Anna Grycewicz) A jej rozmowa z Dulską (Małgorzata Kożuchowska) to właśnie rozmowa z plecami. Na dodatek prowadzona przez przedzielającą scenę półprzezroczystą zasłonę. Symboliczne to. Dwie kobiety, których światy się nie spotykają wymieniają słowa. Do granic realizmu dźwięczy w nich kompletny brak porozumienia. Ten brak interakcji nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Taktuje emocje w spektaklu.
Pierwszy kontakt wzrokowy postaci nawiązują po mniej więcej pół godzinie. Znamienny to moment. Nad schron Dulskich nadciąga zagrożenie. Zaczyna się materializować. Wypełzać z domysłów naiwnie idealistycznej Meli (Michalina Łapacz). Jak burza, która spiętrza chmury, aby sypnąć gradem, wichrem i piorunami zbliża się moment gdy dla wszystkich stanie się jasne: Choroba trawi wnętrze tego domu. Świetny to zabieg. Można wnioskować, że Dulscy w czasie „spokoju” to zdezintegrowana, skupiona wyłącznie na swoich indywidualnych celach grupa osobowości. Łączą się i sukcesywnie zmieniają w monolit jedynie w czasie zagrożenia. A wszystko spina jedna postać.
Dulska Małgorzaty Kożuchowskiej nie jest agresywnie krzykliwa. Nie dominuje fizycznie nad postaciami dramatu. To pajęczyca, z uwagą i wyrachowaniem doglądająca nitek swojej sieci. Obserwuje i analizuje zagrożenia. Gdy zachodzi potrzeba - podejmuje decyzję. Wybiera likwidatora niebezpieczeństwa. Do akcji w tym przypadku typuje Juliasiewiczową (Gabriela Muskała). Ta tylko pozornie dominuje nad pozostałymi osobami, zamieszanymi w mezalians Zbyszka i Hanki. Pozornie. Bo ani na moment nie wydostaje się z pajęczyny utkanej przez Dulską. Znamienne jest jej usytuowanie na scenie. Pani tego schronu jest prawie zawsze fizycznie obecna. Czasem ledwie widoczna, w cieniu. Z boku, w zakamarku. Obserwuje zachowania domowników. Panuje nad sytuacją. Nawet jej rozpacz jest obliczona. Określona i wydzielana w dawkach takich, jakie są konieczne dla osiągnięcia konkretnych celów. Dulską z tej inscenizacji, mam wrażenie, będziemy długo wspominać i analizować.
W pajęczynie zależności miotają się pozostali bohaterowie dramatu Zapolskiej. Różnie usytuowani, mający dokładnie określone miejsca w hierarchicznym świecie Anieli Dulskiej. Najbliżej centrum posadowiony jest Zbyszko (Kamil Mrożek). Wymuszona na nim zmiana to zaledwie przywołanie do porządku. Wskazanie miejsca na określonej nitce pajęczyny. Dulska trzyma jej koniec mocno w rękach. Nie pozwala wymknąć się synowi. Zmiana decyzji w kwestii małżeństwa z Hanką jest wyraźnym i czytelnym kompromisem. W zamian za porzucenie Hanki Zbyszko zyskuje carte blanche - istotne sformułowanie w tym spektaklu. Milczącą zgodę na kilka lat kontrolowanej przez matczyną kiesę wolności. Aż do nieuchronnego ożenku, ustatkowania i wdrożenia dulszczyzny we własnym zakresie.
Sieć Dulskiej oplata nawet postaci pozornie niemożliwe do okiełznania. Dzikość nieskrępowanej konwenansami, prymitywnej Hanki (Hanna Wojtóściszyn) i ufającej w swoje zdolności negocjacyjne Tadrachowej (Beata Fudalej). Popatrzmy uważnie na kulminacyjną scenę targowania się o pieniądze. To nie Juliasiewiczowa decyduje tutaj o czymkolwiek. Dulska w spektaklu Anny Augustynowicz rozdaje karty od pierwszej do ostatniej chwili. Zatrzymuje w pół kroku oburzone chłopki. Ustala warunki. Płaci i na jej rozkaz muszą się wynosić. Ani na moment nikt, poza Dulską, nie ma w tym hermetycznym świecie czegokolwiek do powiedzenia.
Anna Augustynowicz zaproponowała „Moralność pani Dulskiej” w wersji bardzo autonomicznej. Wręcz autorskiej. Postawiła na siłę czystego tekstu. Aktorzy nie mają do dyspozycji prawie żadnych rekwizytów. Scenografia też jest bardzo oszczędna. W tylnej części sceny jest tylko stół z dwoma krzesłami. Nic więcej. Resztę muszą wykreować własnym talentem i warsztatem. I to jest w tym spektaklu absolutnie fascynujące. Postaci Zapolskiej, te znane polskiemu teatrowi od 120 lat, ożywają na nowo. Są wyłącznie splotami motywacji, emocji i działań. Każda na swój indywidualny sposób. Miotają się w sieci dulszczyzny. Ale czy próbują ją zerwać? Absolutnie nie. Schron - dom to rzecz święta. Port, synonim bezpieczeństwa. Jego zburzenie nie wchodzi w rachubę. Dopóki oplata go szczelna sieć pajęczych powiązań, dopóki na ich straży stoi Aniela Dulska, ten świat będzie trwać. Może się zatrząść. Poruszyć. Ale na pewno nie pęknąć.
Doskonale wypadła w „Moralności…” współpraca scenografa, Marka Brauna z projektantem kostiumów, Tomaszem Armadą. Pusta, ziejąca smutkiem, czarna przestrzeń sceny zostaje uzupełniona także czarnymi, wykraczającymi poza ściany więzienia przynależności do epoki, strojami. Każdy ich szczegół jest ważny. Weźmy za przykład wycięcie w konserwatywnej z założenia sukni Juliasiewiczowej, które pozwala eksponować zgrabną nogę. Jak cień zalotnicy w pancerzu statecznej mężatki. Stroje Meli i Hesi tradycyjnie, jak to w różnych inscenizacjach „Moralności”, podkreślają ich charaktery. Odmienne? Ano właśnie! Mela i jej kostium. Aż tak niewinny? A jej ruch na scenie, gdy Anna Augustynowicz uwolniła postaci Zapolskiej z nałożonej na nie w tej inscenizacji statyki? Nie mówiąc o kapitalnym wprost kostiumie Zbyszka. Gdyby Pan Tomasz miał drugi egzemplarz takich spodni, zastanowiłbym się poważnie czy nie wydać na nie wszyskich swoich oszczędności.
Świetnie został zaplanowany finał. Postaci dramatu powoli schodzą się na scenie. Zajmują miejsca. Siadają, niczym do rodzinnej fotografii. Trzaska migawka. Świat Dulskich zastyga. Spetryfikowany, zamrożony. Uratowany i znowu stabilny. Zapada ciemność. Możemy wracać do naszego świata. Zabierzemy do niego w pamięci tę fotografię. Ostatnią odsłonę bardzo udanego spektaklu.
Moim zdaniem Anna Augustynowicz odczytała „Moralność pani Dulskiej” wprost fantastycznie. Z ogromną uwagą i dbałością o każdy szczegół tej psychologicznej układanki zbudowała spektakl trzymający w napięciu. Wciągający i błyskotliwy. Podążając za perypetiami rodziny Dulskich mamy możliwość wychwytywania, ukrytych przez autorkę, perełek sarkastycznego humoru. Mierzymy się z hipokryzją i bezwzględną walką o utrzymanie status quo dulszczyzny. Smakujemy pasje i emocje. A wszystko to dzieje się pod batutą wykreowanej przez Małgorzatę Kożuchowską Anieli Dulskiej. Świetna, przemyślana dogłębnie i z wielką precyzją zbudowana rola. Na koniec swojego pierwszego sezonu w fotelu dyrektora Teatru Narodowego, Jan Klata serwuje Warszawie prawdziwą petardę teatralnych przeżyć.
reżyseria: Anna Augustynowicz
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Tomasz Armada
muzyka: Jan Marek Kamiński
reżyseria światła, projekcje wideo: Wojciech Kapela
choreografia: Bartosz Dopytalski
asystent kostiumografa: Filip Holak
inspicjent: Adam Borkowski
suflerka: Anna Leszczyńska
Występują
Małgorzata Kożuchowska - Pani Dulska
Arkadiusz Janiczek - Pan Dulski
Kamil Mrożek - Zbyszko Dulski
Paulina Szostak - Hesia Dulska
Michalina Łabacz - Mela Dulska
Gabriela Muskała - Juliasiewiczowa z Dulskich
Anna Grycewicz - Lokatorka
Hanna Wojtóściszyn - Hanka
Beata Fudalej - Tadrachowa

Komentarze
Prześlij komentarz