Nienawiść utkana z głodu

Drugi spektakl Teatru Śląskiego z Katowic na 46 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych i zarazem widowisko ten festiwal zamykające. Nienowe, znane - premiera miała miejsce w lutym 2025 roku. „Tkocze”’w reżyserii Mai Kleczewskiej. Poszedłem wreszcie zobaczyć. 


To nie jest głębokie studium psychologicznych mechanizmów powstawania buntu na gruncie rozpaczy i całkowitej utraty możliwości egzystencjalnych. Miałem wręcz wrażenie, że Pani Reżyser konsekwentnie ucina postaciom możliwość przedstawienia swoich wewnętrznych motywacji. Wymknęła się jej na moment Pani Welzel (Barbara Lubos-Rokita) postępując dosłownie dwa kroki poza konwencję. W pewnym momencie, gdy wokół narasta bunt tytułowych tkoczy, mówi o swoim do niego stosunku. O tym ile może zrobić jeden człowiek w oceanie spraw. Znamienne mogło być to rozważanie na ile można sobie pozwolić w wyrażaniu sprzeciwu i niesieniu pomocy. Ale - pada na ten temat ledwie kilka zdań. I scena się kończy. Kleczewska vox populi w swoim spektaklu uczyniła inną postać. Jedną mówiącą w imieniu wszystkich. 


To zresztą nie jest zarzut. Spektaklowi Mai Kleczewskiej nie można odmówić konsekwencji. Raczej wyrażam żal i pewien niedosyt. Nie poznałem bliżej zaludniających scenę postaci. Są szkicami. Ożywają dopiero, gdy czując siłę tłumu zamieniają się w groźny mur protestujących. Nie ma w „Tkoczach” mocno kreślonych, charakterystycznych postaci. Nawet lider protestu, Moritz Jäger  (Michał Piotrowski), pojawia się wśród głodujących nagle, nie budując skrupulatnie autorytetu szybko nim się staje w zasadzie nie wiedzieć dlaczego. Zbiera ludzi ale nie mamy czasu na odnalezienie w nim cech przywódcy, czy charyzmy trybuna ludowego. Rozumiem ten zabieg jednak i przyjmuję do wiadomości. Kleczewska pokazała rój postaci. Nie wyodrębniła głównych bohaterów. Pokazała powszechny stan frustracji społecznej. Sprzeciw wobec istniejącego porządku i próbę jego zburzenia. W pewnym sensie ich głosem staje się Matka Baumert (Grażyna Bułka), która w przejmującym monologu mówi „Podpaliłabym ten świat, ale jak podpala się piekło”. Sprawiedliwości nie postrzega jednak jako wyeliminowania krzywd w skali makro. Jej widzenie nowego porządku jest kwintesencją myślenia wielu ruchów rewolucyjnych. „Sprawiedliwie”, znaczy „teraz ja”. Ja mam mieć wszystko, a oni nic. Czyli porządek ma zostać odwrócony na korzyść uciskanej jednostki. Nie chodzi o sprowadzenie do stanu równowagi. Rewolucja w „Tkoczach” ma odebrać bogatym i dać biednym. Ci zaprzestaną walki o swoje, gdy ich partykularne interesy zostaną zaspokojone. Bardzo to ważny monolog i ważny głos w spektaklu. Pokazuje istotę wojny o zasoby. Nie chodzi w niej o sprawiedliwy podział, a o rabunek.  


Mamy zatem rozważanie o mechanice budowania rebelii. Jej wymykaniu się spod kontroli i nieuchronnym wpadaniu w bezmiar nienawistnego  okrucieństwa. Zrozumiałego, wytłumaczalnego, bo mającego u podstawy głód. Bohaterowie widowiska są głodni. Wszystkiego. Począwszy od zwykłego, fizjologicznego głodu aż do głodu dóbr materialnych. Odebrania ich klasie przemysłowców, posiadaczy. Wyrwania dla siebie, ku własnej korzyści. „Tkocze” to szkiełko pod mikroskopem. Po wyostrzeniu pola widzenia, obserwujemy wykluwanie się rewolucji. Od iskry aż do przerażająco okrutnego wyrównywania rachunków. 


Jednak to nie jest moim zdaniem równy marsz od podniesienia aż do opadnięcia kurtyny. Przeciągnięty jest nadmiernie początek, mam na myśli pierwszą scenę w której tkocze odbijają się od bezduszności subiekta w składzie płócien. Ma zapewne w założeniu stanowić wyjaśnienie genezy protestu. Pokazać powszechność frustracji wykorzystywanych robotników. Jednak trwa i trwa nawet wtedy, gdy biedni tkocze już na wszelkie możliwe sposoby powiedzieli, co im na sercach leży a widzowie zrozumieli. 


Bardzo dużą rolę w „Tkoczach” odgrywa brawurowo zaprojektowana i wykonana zabudowa sceny. Stworzyła ją i oprawiła grą świateł Justyna Łagowska. Niby w stworzeniu kilku poziomów za pomocą rampy nie ma niczego nowego, ale tu piętrowa konstrukcja nie stanowi jedynego elementu, odsłania swoje możliwości dopiero w połowie spektaklu. Scena jest bowiem rozgraniczona na kilka obszarów. Najciekawszym zabiegiem jest wprowadzenie mobilnego kontenera, w którym oddzielona od widzów przezroczystą powłoką dzieje się historia rodzinna. Patrzymy na cierpiących głód ludzi tak, jakby znajdowali się w eksperymentalnym terrarium. Byli elementem laboratoryjnego badania. Układem poza rzeczywistością, ich historia dociera do nas przefiltrowana przez ów plastikowy, przezroczysty dział. A potem terrarium z rodziną znika. Świetnie wypada kolejna scena, w śląskim szynku. Nie mówiąc o sekwencji na wspomnianej rampie, czyli w domu Dreissigera (Mateusz Znaniecki). Żałowałem nieco konieczności wprowadzenia kamery i transmitowania na ekranie pewnych fragmentów spektaklu. Nie przepadam za kinem w teatrze. Tu uzasadnieniem tego zabiegu jest konieczność, przy takiej różnorodności miejsc akcji, zagospodarowania głębi sceny teatralnej aż do jak najdalej ustanowionego horyzontu. Bez udziału kamery pewne partie widowiska byłyby dla widzów zwyczajnie trudne do zobaczenia. Jednak mam wrażenie, że wspomniana już sytuacja w śląskim szynku mogłaby się i bez kamery obronić. Tak, czy siak - scenografia „Tkoczy” to solidnie przemyślany i opracowany projekt. Bardzo dobry na dodatek. 


Kleczewska świetnie rozłożyła emocje. Abstrahując od mojej uwagi do jak uważam nadmiernie rozbudowanej pierwszej sceny spektaklu, kolejne układają się w czytelny i stopniujący narastające emocje ciąg wydarzeń. Aż do kulminacji. Brutalnie krwawej masakry w domu Dreissigera. Znienawidzony przemysłowiec zostaje powieszony a w jego sadybie trwa brutalna orgia nienawiści. Tak brutalna, że w pewnym momencie budząca przerażenie samych tkoczy. Tylko czy rewolucję można zatrzymać, gdy po miasteczku maszeruje półtora tysiąca zwierzęco wygłodniałych ludzi? Kamienie ruszyły, lawina narasta. Czy porwie i zmiecie swoją siłą tylko niesprawiedliwy dla toczy porządek przemysłowego uniwersum? A może wciągnie ich w wir spraw przerastających ich definicję sprawiedliwości? Jakie są konsekwencje uwolnienia pokładu gniewu i nienawiści? - to pytania pozostające w „Tkoczach” bez odpowiedzi. 


Przez cały czas w spektaklu pobrzmiewa pieśń. Jednoczący protestujących hymn ich rozpaczliwej walki o byt. W finale poznajemy ją w całości. Prosta w słowach, zapadająca w pamięć. Głos buntu tych, którym nic do stracenia już nie pozostało. Bardzo mocno się „Tkocze” kończą. Nie tylko jeśli chodzi o publicystyczną wymowę. To także świetnie wyreżyserowane, rozplanowane choreograficznie (Maćko Prusak i wszystko stało się jasne) widowisko. Ogląda się z przyjemnością mimo bardzo trudnych, bolesnych spraw w nim poruszanych. Smutna jest konstatacja natury filozoficznej po wyjściu z „Tkoczy” Mai Kleczewskiej. Bo wygląda na to, że usuwanie społecznych nierówności zawsze oznacza jedynie obrócenie koryta z dobrami materialnymi. Zepchnięcie tych, którzy stali na górze aż do podstaw społecznej piramidy. Wywindowanie zarazem nizin na sam szczyt. I tak aż do kolejnego obrotu klepsydry… 


Interesującym zabiegiem jest zagranie „Tkoczy” w tak zwanym etnolekcie śląskim. Czyli jak szaleństwo naszych czasów każe nazywać śląską mowę. Wyświetlana jest oczywiście transkrypcja na język polski. Ale nawet ja, rodowity Warszawiak, ze swoją skromną już po latach znajomością węgierskiego, całkiem dobrze sobie ze śląskim etnolektem poradziłem. Z ciekawością posłuchałem słów znajomych a brzmiących innym, niż na co dzień, dźwiękiem w uszach. 



reżyseria: Maja Kleczewska
przekład i konsultacje językowe: Mirosław Syniawa
adaptacja i dramaturgia: Grzegorz Niziołek
współpraca dramaturgiczna: Zbigniew Rokita
scenografia i reżyseria świateł: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
kostiumy: Konrad Parol
muzyka: Cezary Duchnowski
projekcje: Krzysztof Garbaczewski
autor plakatu: Lex Drewinski
asystent reżysera: Zbigniew Wróbel
inspicjent: Karolina Wieczorek
sufler: Dagmara Habryka-Białas
kierownictwo produkcji: Małgorzata Długowska-Błach
kierownik techniczny produkcji: Maciej Rokita
asystentka produkcji: Dorota Damec-Hanulak
zabezpieczenie alpinistyczne: Robert Pilarczyk, Tomasz Motyl
efekty pirotechniczne: Tomasz Pałasz
realizacja światła: Maria Machowska, Szymon Suchoń, Piotr Roszczenko
realizacja projekcji: Krzysztof Woźniak, Mateusz Maniewski
realizacja napisów: Valeriia Priadka
realizacja dźwięku: Marcin Łyczkowski, Maciej Baranowski
operatorzy kamer: Bartłomiej Sowa, Aleksandra Kasprzykiewicz, Bartłomiej Wustrau


obsada:

Nina Batovska, Aleksandra Bernatek, Katarzyna Brzoska, Grażyna Bułka, Piotr Bułka, Dariusz Chojnacki, Jakub Fret, Marcin Gaweł, Paweł Kempa, Wiesław Kupczak, Ewa Leśniak, Barbara Lubos-Rokita, Arkadiusz Machel, Michał Piotrowski, Grzegorz Przybył, Wiesław Sławik, Marcin Szaforz, Kateryna Vasiukova, Zbigniew Wróbel, Mateusz Znaniecki, Borys Poniatowski, Leon Poniatowski, Leonard Dziurosz, Dagmara Habryka-Białas, Mariusz Konieczny, Andrzej Kozak, Sebastian Krysiak, Wioleta Krysiak, Jolanta Maciaszczyk, Janusz Michnik, Piotr Sobota, Piotr Stanusz, Jerzy Śpiewakowski, Karolina Wieczorek, Mirosław Witek, Robert Witkowski, Sebastian Zastróżny

suczka Abra




Komentarze

Popularne posty