Pługiem po duszy
To jest spektakl kapitalny. Napiszę od razu, żeby nie było wątpliwości. Uważam „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w reżyserii Ewy Platt za coś, czego nieobejrzenie byłoby niepowetowaną stratą. A zatem - zajrzyjmy na scenę Teatru Narodowego.
Dosłownie „na scenę”. Bo spektakl ogląda się z zaimprowizowanej widowni, wybudowanej w tylnej części sceny Narodowego. Zajmuje ona połowę powierzchni scenicznej. Przed nami scenografia Anny Rogóż. Pierwsze spotkanie z tym przedstawieniem robi wrażenie. Cześć sceny, na której grają aktorzy pokrywa błotnista ziemia. W rogu stoi naturalnych rozmiarów ambona myśliwska. To, co najważniejsze jest na razie ukryte przed oczami widzów. Wszystkie elementy scenografii zagrają w spektaklu. W odpowiednim czasie. I jak to u Ewy Platt bywa - stworzą podstawy do wielowątkowych przemyśleń.
Ale na razie zatrzymajmy się tu i oddajmy ukłon aktorom. Obawiałem się, czy Dominika Kluźniak nie jest za młoda do roli Janiny Duszejko. Wyobrażałem sobie postać z powieści Olgi Tokarczuk raczej jako osobę już w kwiecie wieku. Nic podobnego. Kluźniak zagrała Duszejkę fantastycznie. Obrończyni praw zwierząt jest głosem. Krzykiem w ich obronie, a zarazem krzykiem przeciwko niesprawiedliwości jako takiej. Kluźniak nadaje swojej bohaterce znamiona naturalności, prawdziwości w wyrażanych emocjach. A obok niej Oskar Hamerski, który z powierzonej mu postaci Matogi wycisnął jak z cytryny każdą kroplę wartościowego soku. Matoga jest silny, wielki, jest ostoją i opoką leśnego świata na skraju ludzkiej egzystencji. Konkretny, odpowiedzialny. Hamerski zagrał to wyraziście. Można wręcz powiedzieć donośnie. Matoga stara się być relacją między Duszejką a lokalną społecznością. Chronić ją przed światem, z którego okrutnymi zasadami kobieta walczy ze wszystkich sił. Aż do ostatniej sceny. W niej nadal jest symbolem równowagi. Dzieląc jedzenie - podaje życie.
Spektakl zupełnie przypadkowo pojawia się w Warszawie w najbardziej zawstydzających dniach, jakie Miasto w XXI wieku przeżywa. Kilka dni temu ksiądz wezwał policję aby zabiła ukrywające się na terenie parafii zwierzę. Wcześniej inne, zabite bo krążyło po mieście, oglądaliśmy gdy wrzucano je do pojemnika na śmieci. Podłe są to czasy. Podłych ludzi niestety dotyczące. Dysponując zaawansowanymi technologiami, finansami, sztuczną inteligencją - nie jesteśmy w stanie stworzyć enklaw, w których dalibyśmy bezpieczeństwo tym, którzy bezwiednie i bez winy weszli na ludzkie terytorium. To dodaje „Prowadź swój pług przez kości umarłych” specyficznego waloru. Widowisko mówi o tym, co z kart powieści, z lasów i okalających je pól ,weszło do miasta. Podłość, która czai się tuż obok miejskiego uniwersum.
I wtedy zapalają się światła. Odkrywa się to, co chowało się za scenografią. Za aktorami. Pusta, uśpiona widownia Teatru Narodowego. Fotel przy fotelu, sufitowe żyrandole. Kinkiety. Wszystko owinięte ciszą. Między nią a usadowionymi na scenie widzami dzieje się spektakl o ludzkiej niesprawiedliwości. Dotyka się bolesnej kwestii zła, jakie wyrządzamy w imię własnego komfortu. Sportu. Stylu życia. Na tych fotelikach powinni siedzieć miejscy włodarze, komendanci policji i straży miejskiej. Księża i wszyscy ci, dla których bieganie po lesie ze strzelbami jest zabawą. Zabawą skrywaną w pozorach ludzkiej powinności regulowania i strofowania świata. Świetnie Ewa Platt te puste fotele wykorzystała. Pojawiają się w spektaklu wtedy, gdy mowa jest o sprawach fundamentalnych. O zasadach i ich łamaniu. O krzywdzie i bólu jaki człowiek zadaje dla własnej bezmyślnej rozrywki. Znikają w ciemności, kiedy emocje opadają.
Janina Duszejko toczy swoją walkę jak ciężki kamień życia. Tego jej ubywa. Pogrąża się w chorobie, ma coraz mniej czasu. Ewa Platt rezygnuje z nadmiaru ozdobników. Szkicuje pewne w powieści rozbudowane sceny. Jak to zwykle ma w zwyczaju, skupia się na kilku uważnie dobranych, wyselekcjonowanych i połączonych ze sobą wątkach oryginału. Kolejne postaci giną. Ich ciała zostają znalezione, trwa w tle prowadzone policyjne śledztwo. Ale front tej historii stanowi cierpienie. Ból niesprawiedliwości i niemocy wobec podłości świata. Reguł, które są przyjęte i stosowane nawet wobec ich współczesnego braku sensu. Jest także i ból czysto fizyczny. Płynie jak krew z ran zadawanych zwierzętom przez myśliwych. Umyka wraz z życiem z pogrążającej się w chorobie Duszejki. Jest w świetnie zagranym i wyreżyserowanym monologu Matogi. Wspomnieniu z dzieciństwa.
W pewnym momencie z szumem zasuwa się kurtyna, tworząc nowe tło dla widowiska. Oglądamy pastisz amatorskiego teatrzyku - kościelnej scenki z życia świętego Huberta. Polowanie na jelenia. To jest creme de la creme całego spektaklu. Przemiana grającej tu Justyny Kowalskiej jest pomysłem kapitalnym. Obok niej na scenie Adam Szczyszczaj. Zaczyna się to niewinnie. Hubert dyryguje dziewczynką, wskazuje jej jak grać jelenia a nie sarenkę. Cukierkowa słodycz kościelnego kółka wzajemnej adoracji rozbawia, bo kontrastuje z dotychczasowym przebiegiem przedstawienia. I nagle zmiana. Kowalska przemienia się w bestię. Staje się jednym wielkim krzykiem siły i godności wobec poniżenia i lekceważenia. Mówi w tej scenie znacznie więcej niż tylko „szanuj i nie zabijaj”. Trzeba to uważnie obejrzeć. Jest tu skumulowane w bardzo krótkim czasie wszystko to, co niesprawiedliwe a dotykające słabszych. Bezbronnych. Zwierząt i ludzi. Widziałem Justynę Kowalską w kilku rolach na scenie Narodowego. Takiej nie znałem i oniemiałem.
U Ewy Platt w spektaklach nie ma elementów będących tylko symbolami. Niemych. Potężna myśliwska ambona, miejsce z którego sieje się śmierć zwierzętom uprzednio oswajanym i celowo dokarmianym, w końcówce spektaklu zamienia się w ambonę kościelną. Ksiądz (Jacek Mikołajczak) wygłasza z niej kazanie gloryfikujące polowania. Płyną zdania będące zaprzeczeniem samych siebie. Ubrane w barwne sformułowania usprawiedliwienia dla zadawanego bólu spadają z tej - już kościelnej - ambony niczym grad kul. Nie zabijają. Zatruwają. Patrzymy zadziwieni. To tu, na ambonie rodzi się idea bezdusznego zwierzęcia, które Bóg ustawił niżej od człowieka po to aby mu służyło. A jemu dał władzę nad światem istot słabszych. Władzę życia i śmierci. Ksiądz urasta ponad głowami innych postaci, ponad głowami widzów. Jest głosem sankcjonującym zło. Dającym przyzwolenie na jego wysiewanie. I to, zupełnie przypadkowo, stało się przerażającym nawiązaniem do codzienności. Osoba, która niedawno w Warszawie zażądała zabicia dzika bo skrył się na terenie parafii, posługiwała się dokładnie tymi samymi argumentami. Używała tych samych słów. Wierzyła w ten sam kadzidlany dym.
Znam prawie wszystkie spektakle, które Ewa Platt w Polsce wyreżyserowała. Uważam ją za najciekawszą postać współczesnego polskiego teatru. Nie zgadzam się z nią w pewnych kwestiach dotyczących prawa adaptatora do ingerencji w wymowę utworu. Ale jej teatr to dyskusja. Wyłożenie na deski sceny argumentów. Nie samych pustych tez. Ewa Platt ma w sobie wspaniałą zdolność do syntetyzowania tego, co w literaturze opisane a na scenie mogłoby budzić powiew znużenia. Trzyma widzów swoich widowisk za kark i za rękę. Mówi: „Patrzcie! Oto wy i wasze codzienne zło.”. Jednocześnie ich ściska dłonie i dodaje: „Spokojnie, jestem tu. Jesteście bezpieczni. Obejrzyjcie, przemyślcie i wnioskujcie. Jesteście wolnymi ludźmi”. To wielka zdolność i zarazem wielki dar wrażliwości tej Artystki.
Dwie godziny i pięć minut doskonałego teatru. Spójnego, mocnego komunikatu. Narodowy mówi głośno i wyraźnie o ludzkiej megalomanii i zgodzie na sankcjonowaną prawnie niesprawiedliwość. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” jest jednym z najmocniejszych spektakli, jakie w tym teatrze widziałem. Wreszcie Narodowy wychodzi z kręgu sztuki dla sztuki. Sięga po tematykę kontrowersyjną i budzącą emocje. Mówi dobitnie i wyraziście. Świetny, moim zdaniem, spektakl.
Obsada
Dominika Kluźniak - Janina Duszejko
Oskar Hamerski - Matoga
Adam Szczyszczaj - Dyzio
Wiktoria Horodecka - Czarna
Paweł Paprocki - Lekarz, Wilcze Oko
Karol Pocheć - Boros
Justyna Kowalska - Dobra Nowina
Magdalena Warzecha - Żona Prezesa
Jacek Mikołajczak - Wielka Stopa, Ksiądz
Mirosław Konarowski - Wnętrzak, Prezes
Piotr Grabowski - Komendant


Komentarze
Prześlij komentarz