Bardzo źle się bawicie…
Trudne przede mną zadanie. Bo „2049: Witaj, Abdo” w reżyserii Piotra Pacześniaka na scenie Teatru Studio to spektakl moim zdaniem chybiony. Ba. W wielu miejscach przekroczona została granica pewnej umowy widzów i artystów. Złamano zasady. Wiele zasad.
To jest tekst Mikity Iłinczyka. Moim zdaniem nieudany. Europa zostaje zalana islamem. W toku przemian staje się muzułmańskim kalifatem. Rzecz dzieje się w byłej Polsce. Dlaczego w Polsce? Dlaczego Mikita Iłinczyk, Białorusin, nie ulokował swojego dramatu we własnym kraju, tylko zabiera się za sądzenie Polaków? To już słodka tajemnica literata - zapewne łatwiej dostrzec drzazgę, niż belkę. Niby spektakl zaczyna się sceną „przesłuchania” białoruskiej właścicielki biura podróży, która w kolaboracji z tamtejszymi służbami zajmowała się przewożeniem migrantów na polską granicę. Niby. Bo wątek ten umiera szybko i bezpowrotnie. A potem jest Polska. I coś, co ma się wydarzyć, bo akcja sztuki osadzona jest w przyszłości. W roku 2050, gdy odbywa się sądzenie winnych wydarzeń z lat 2026-2031.Najbardziej tragiczne zdarzenia mają miejsce na Mierzei Wiślanej w styczniu i lutym 2026 roku. Dochodzi tam do masakry migrantów, których Rosjanie pognali przez Zalew Wiślany w kierunku Polski. A nasza Straż Graniczna, uzbroiwszy mieszkańców okolicznych miejscowości, dokonała masakry tych ludzi.
Płytkie to jak Zalew Wiślany. Płytkie a na dodatek paskudne. Bo masakra na Zalewie miała miejsce. W 1945 roku. Rosjanie utopili tam nieoszacowaną liczbę niemieckich uciekinierów, których wyruszyło około 400 tysięcy. Szli na zachód, uciekając przed nadciągająca Armią Czerwoną. Rosjanie. Nie Polacy. Uważam, że nic nie usprawiedliwia białoruskiego hołubca nad bagnistym grobem tych ludzi.
Jeszcze bardziej obrzydliwe jest w tym wszystkim ulokowanie obozu dla uchodźców w Stutthof. Tak w spektaklu nazywa się ten „polski obóz”. Przypomnę Panu Autorowi, że złowrogiej nazwy już nie ma. Jest tam natomiast miejscowość Sztutowo. I obóz-pomnik niemieckiego okrucieństwa. Między 1939 a 1945 Niemcy więzili tam 110 tysięcy ludzi, głównie Żydów. 65 tysięcy z nich zmarło. Mdli mnie. Lubię dystopie. Ale nie znoszę złego smaku.
Państwu Twórcom zadedykuję też kilka cytatów. O Stutthof. Łatwych do znalezienia, w Wikipedii. Żeby zrozumieli o czym i na czym się wygłupiają: Temperatura wewnątrz baraku zimą niewiele różniła się od temperatury powietrza. Baraki podzielone na izby o powierzchni około 50 m² nie były wyposażone w żaden sprzęt. Więźniowie spali na podłodze pokrytej cienką warstwą słomy, którą pod groźbą kary bicia nie wolno było się przykryć. Nie wolno też było palić w piecyku. Fatalną sytuację w barakach pogarszały dziurawe dachy. Rano więźniowie budzili się zmarznięci, a ci, którzy leżeli pod ścianą, byli narażeni na śmierć z wyziębienia. Ściany baraku w dzień pokrywały się szronem, ponieważ drzwi i okna były otwarte, a kiedy w nocy zamykano je, szron topniał i ściekał na podłogę. W obozie znajdowała się tylko jedna latruna, w środku pomiędzy barakami wykopano dół i położono deskę. Do latryny wolno było chodzić ściśle wyznaczoną drogą. Latrynę oczyszczali księża i Żydzi – najgorzej traktowani więźniowie w obozie. Wobec braku wody, mydła, papieru toaletowego i ręczników więźniowie chodzili ciągle brudni i zawszeni. Musieli pracować i spać w tym, w czym ich przywieziono do obozu.” i jeszcze jeden fragment: „W latach 1939–1941 w obozie Stutthof nowo przybyłym więźniom nie wydawano żadnej odzieży. W tym okresie więźniowie chodzili we własnych ubraniach, w jakich zostali aresztowani. W odzieży tej więźniowie chodzili do pracy i spali. Nie było możliwości wyprania bielizny i ubrania, ani też jej zmiany. Przemoczona w czasie deszczu czy śniegu odzież schła na więźniu, ulegając szybkiemu zniszczeniu. Część więźniów zimą została bez butów.”. Rozumiem, że pan Białorusin może o tym nie wiedzieć. Ale Państwo Polacy? Przeczytajcie to. Potem zamknijcie oczy. Wyobraźcie sobie tych ludzi. A potem popatrzcie w lustro. Co zobaczcie?
Moim zdaniem zawstydzające jest przyrównanie niemieckiego piekła na ziemi do polskich obozów dla migrantów. Ja nie jestem zwolennikiem nadymania narodowego sacrum i nie uważam że polskość należy trzymać w muzealnej gablocie, obnosząc raz do do roku po procesjach. Ale są granice. I nie wolno ich przekraczać. Bo za nimi jest już tylko barbarzyństwo.
A teraz sam spektakl. Od początku po scenie dziarsko maszerują trzy arcyzgrabne dziewoje, przybrane w ściśle przylegające do ciał błyszczące stroje. Przypominają połączenie postaci z „Seksmisji” Juliusza Machulskiego z zawartością drogiej bombonierki. Czekoladki w sreberkach prowadzą „przesłuchania” w imieniu Bractwa Islamskiego, które zamierza rozliczyć wszystkich odpowiedzialnych za śmierć tysięcy migrantów. Spokojnie. Na razie, w 2025 roku tych „tysięcy” zabitych jeszcze nie ma. Twórcy zakładają, że pojawią się między 2026 a 2031 rokiem. Skąd ta wizja? Nie wiadomo, owi Twórcy bezpiecznie kryją się za określeniem „dystopia”. Utwór fantastycznonaukowy przedstawiający czarną wizję przyszłości. Ale gdzie jest napisane, że musi być płytki jak wspomniany już Zalew Wiślany? Albo że ma być obraźliwy dla pamięci tysięcy zamęczonych i pozabijanych ludzi? I dla tych, którzy pamięć pielęgnują, aby nigdy nie doszło do powtórki? Przekroczona została granica. Nie granica zewnętrzna Unii Europejskiej. Ta ma się całkiem dobrze, dzięki polskiej Straży Granicznej.
Zatem trzy dziewoje pokrzykują i przesłuchują. Byłego polskiego Strażnika Granicznego, który zachowuje się jak słynni niemieccy oficerowie, którzy na procesach wmawiali, że „wykonywali rozkazy”. Potem biorą w krzyżowy ogień aktywistkę, która zgwałciła tytułowego Abdo w klopie obozu dla uchodźców. Literacko jest to katastrofalny fragment. Aktorki głównie wykrzykują „Pani Anno…”. Czy doprawdy każda kwestia musi się od tego zaczynać? Przedszkolak by to poprawił zapewne.
Potem pada granica, od której zacząłem. Umowny pakt między artystami a widzami w teatrze. Widzów nie stawia się w sytuacji opresyjnej. Nie zmusza do podjęcia działań, które część z nich zrobi wbrew sobie - tylko dlatego, aby nie czuć się stygmatyzowana. Mam na myśli fragment, w którym Srebrna Czekoladka wywija tajemniczym sztandarem Bractwa Muzułmańskiego - europejskiego ma się rozumieć, a Fioletowa Czekoladka domaga się aby wszyscy powstali i uczcili minutą ciszy pamięć migrantów, którzy zginęli na granicy. Hola! Albo jesteśmy w konwencji teatru przyszłości i spektakl jest osadzony w fikcyjnych okolicznościach, albo działamy w ślad historycznej prawdy. Nie można tego mieszać. Nie można robić jarmarku z tragedii. A tak to wyglądało. Nie wstałem i nie uczestniczyłem w tym, moim zdaniem, zawstydzającym procederze. Dlaczego? Bo nie wiedziałem, czy nadal bawimy się w fikcję, czy też nagle wyszliśmy z ról i jesteśmy ludźmi stojącymi w obliczu realnej tragedii. Tak się nie postępuje. Po prostu.
A na koniec Niebieską Czekoladka, owinięta pasem szahida wychodzi tuż przed pierwszy rząd widzów i wygłasza monolog o tym, jaka jest przyjazna. Rozbraja jedną z lasek dynamitu i wydmuchuje z niej różowy pyłek. Koniec.
Naiwne, momentami w złym guście, płytkie. Trudno. Teatr Studio - miałem takie wrażenie - „zaliczał” znakomity sezon. Bywałem tam często i z wielką przyjemnością. „2049 Witaj Abdo” rujnuje mi tę wizję. Bardzo to dla mnie przykra konstatacja. Dołożę jeszcze jedną: Cały spektakl oparty jest o założenie „jeśli nie my ich, to oni nas”. Obserwujemy Europę idącą na ścięcie. Skazywaną na śmierć, bądź szariat przez nowych, islamskich panów. Jak się to ma do forsowanej tezy o koniecznie, możliwej, wręcz zalecanej integracji różnych kultur? Mam wrażenie, że ten spektakl robi więcej zła, niż niejedna anty imigrancka bojówka.
Twórczynie i Twórcy
AUTOR TEKSTU
Mikita Iłinczyk
REŻYSERIA
Piotr Pacześniak
DRAMATURG, VIDEO
Tadeusz Pyrczak
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY
Łukasz Mleczak
MUZYKA
Michał Zachariasz
REŻYSERIA ŚWIATŁA
Monika Stolarska
KONSULTACJA Z JĘZYKA ARABSKIEGO
Lubna Al-Hamdani
KIEROWNICZKA PRODUKCJI
Ewa Grzebyk
INSPICJENTKA
Krystyna Klyta
ASYSTENTKA SCENOGRAFA
Maria Haile
OBSADA
Zuzanna Galewicz
Małgorzata Gorol
Wiktoria Kruszczyńska
Dominika Ostałowska
Halina Rasiakówna
Krzysztof Strużycki
Marcin Pempuś (w nagraniu wideo)



Komentarze
Prześlij komentarz