Magiczny cios w Komunie

W spektaklu performatywnym nie ma jednej słusznej drogi. Jest wolny. Każdy widz może zobaczyć, co chce. Nie zawsze jest to zgodne z intencjami Twórców. Performance - oczywiście mam na myśli prawdziwe spektakle a nie sypanie przez pięćdziesiąt minut ziemi z worków do piaskownicy - jest jak lustro zbudowane z wielu okruchów. Wielorakie odbicia świateł, wykrzywiona rzeczywistość, refleksy własnych wspomnień nakładających się na bieżące doznania. Widz chłonie takie widowisko i krok po kroku wciąga go nieoczywistość dziejących się przed nim scen. 


„Magic Blow”, a właściwie „M4G1C Blow” w Komunie Warszawa jest spektaklem świetnym. Trzeba to powiedzieć od razu. Ale czy patrzymy na niego, jako na głos w dyskusji o niszczycielskiej sile i minionej popularności dopalaczy? A może jak na zapis, co dzieje się, czy też działo z tymi, którzy po nie sięgnęli. „Hasiok”, czyli kontener śmietnikowy, ustawiony na scenie, w realnym świecie miał utrudniać wejście do sklepu z dopalaczami. Tu staje się portalem w podróży do galaktyki, w której godziny zamieniają się w sekundy a życie pędzi jak pikujący bombowiec. A może widzimy skręconą w rolkę hajsu rzeczywistość, która chce więcej, lepiej i taniej. Byle szybciej, byle kolorowo i do przodu...


Znakomite są sceny taneczne. Świetna muzyka i oświetlenie. Nie można oderwać wzroku od tego, co kreują Tancerze. Wyjątkowo prawdziwi w odkrywaniu tajemnic narkotycznej podróży. Jest przemoc, seks, bezrefleksyjny błogostan. Jest szybko i wściekle porywająco. I do tego ich kostiumy. Wszystko tu podporządkowano dynamice, szybkości magicznego blow i boosta. 


I dalej. Muzyka zamienia się w jednostajny, atakujący uszy, wiercący w głowie dziury dźwięk. Światła zlewają się i zamykają w oślepiającej bieli. Ruch zastyga. Koniec podróży. Ostateczny? Jednorazowy? W „Magic Blow” nic nie jest ostateczne ani jednoznaczne, moim zdaniem. To spektakl, który pobudza myślenie i wyobraźnię. Koreluje z osobistymi doświadczeniami widza i daje mu przestrzeń do interpretacji. Cisza. Kontener rozpada się w niej z hukiem, ukazując wnętrze wypełnione sofą. Na niej chill poimprezowy. Oddech. A potem dalej. W życie. Powrót z galaktyki magic na planetę real. zaczynamy powolne lądowanie. 


Czy my w ogóle „umiemy w życie” bez używek? Eliminując dopalacze zwiększamy sprzedaż alkoholu. Eliminując alkohol promujemy bimbrownie i domorosłe uprawy. I tak w koło Macieju. Jesteśmy cywilizacją, której w zjadaniu własnego ogona potrzeba katalizatorów. Jakichkolwiek. Byle by pozwalały na lot. Nie ma znaczenia - twórczy, rzemieślniczy, odtwórczy. A może po prostu bezrefleksyjny. Lot. Człowiek marzy o lataniu. To też można z „Magic Blow” wyciągnąć. Tak też można o nim myśleć. 


Komuna Warszawa prezentuje świetny, turbo dynamiczny spektakl. Muzyka, choreografia, kostiumy, światło. Wszystko tu jest zgrane i niezbędne. Kto lubi mocne dźwięki, strobo i szybki ruch na scenie - ten nie może „Magic Blow” odpuścić. Zostaje w głowie i pozwala przewietrzyć myśli. 


Osoby tworzące spektakl: Adrianna Kazimierz, Rafał Matusiak, sos k. osowska, Szymon Tur, ana szopa, Teresa Fazan, Okime Emiko, julek ploski, Marta Szypulska.


Osoby na scenie: Adrianna Kazimierz, Rafał Matusiak, sos k. osowska, Szymon Tur, ana szopa.







Komentarze

  1. Świetne widowisko. Wszystko począwszy od muzyki, światła, kostiumy i najważniejsze-taniec grały ze sobą w niesamowitej acz kwaśnej harmonii.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty