Cząstki człowieka

"Cząstki kobiety" były niegdyś grane w nieszczęśliwym moim zdaniem miejscu. Scena ATM Studio na Wale Miedzeszyńskim odstraszała. Za daleko od centrum, świateł miasta i ewentualnych możliwości spędzenia czasu. Wróciły i są sztuką firmowaną przez TR Warszawa, ale do oglądania w Nowym Teatrze. Może jest to argument w dyskusji nad koniecznością zorganizowania większej sceny dla Zespołu TR Warszawa? Ich obecna jest taka w połowie drogi: Większa, niż sceny kameralne, ale za mała na duże spektakle. Miasto buduje im podobno siedzibę na Placu Defilad. Jednak jaskółki i wróble ćwierkają, że buduje i buduje… i jeszcze będzie budować. 


Zacznę opłotkami. Nie znoszę kina w teatrze. Kilka lat temu Bartosz Szydłowski pokazał w Warszawie „Śnieg” Orhana Pamuka. Tam też jest sporo filmowych projekcji. Mnie raziły. Jednak ważna jest logika i korzystanie w sposób przemyślany z możliwości technicznych, poza teatralnych. I Kornel Mundroczó korzysta na tyle, na ile trzeba. Dramatyczny prolog do „Cząstek Kobiety” byłby zbyt jasełkowy, zbyt rażący dosłownością i zarazem zbyt trudny, takie jest moje zdanie, emocjonalnie dla Aktorów i Widzów gdyby nie był pokazywany na kinowym ekranie. Rozumiem to i zgadzam się - ten zabieg jest konieczny. 


Potem jest już teatr w najlepszej z możliwych form. Błyskawicznie znikają „zaślepki”, zasłaniające scenę i świetnie skonstruowane dekoracje. Rozwiązanie tego elementu spektaklu - świetne. I przenosimy się do mieszkania, w którym owe cząstki rozrastają się. Nie są już jedynie cząstkami bólu po jednej z największych strat, jaką człowiek przeżyć może. To cząstki gnijącego człowieczeństwa. Ponadpłciowe. Chciwość. Nielojalność, kłamstwo, dwulicowość, sztuczność, zakłamanie społeczne. Mało? Te cząstki cuchną złem, co powoduje, że oglądamy świetny spektakl. Lustro współczesnego człowieka. Ze wszystkimi jego wadami, ślepymi zaułkami w które sam się wpędza. Przeglądamy się i z każdą minutą na naszych twarzach przybywa bruzd. Jak na  obrazie Doriana Greya. 


Wspominam o nim celowo. Bo i to w „Cząstkach kobiety” zostało obnażone. Nasz brak zdolności mierzenia się z tragediami. Ich odpychanie, ukrywanie za wszelką cenę. Fałszywa empatia, sprowadzająca się w zasadzie do jednego pragnienia: współczujemy ci, ale na miły Bóg nie dzwoń do nas i nie zaprzątaj nam sobą głowy. Ludzkie zakłamanie w imię utrzymania status quo. Jest dobrze bo musi być dobrze. Reszta niech leży pod dywanem. Byleby na zewnątrz było jak należy. 


„Cząstki” są świetnie napisane. Kata Weber stworzyła dramat wielowymiarowy. Dialogi podszyte sytuacyjnym, czarnym humorem pozwalają zobaczyć człowieka w jeszcze jednej sytuacji. W obliczu tragedii, kryzysu, jesteśmy śmieszni z naszym małym egoizmem. Naszą nieumiejętnością odnajdowania się w sytuacjach wymagających taktu i prawdziwej empatii. To kolejny walor tego spektaklu. Maja i Lars popełniają błąd. Chcą aby ich córka urodziła się w domu. Rezygnują z pomocy szpitalnej i wynajmują domową położną. Ale ta nie przychodzi. Przysyła w zastępstwie debiutantkę. Poród nie kończy się tak, jak każdy by sobie życzył w swojej bezpiecznej, ciepłej bańce. Nie będzie o jednego człowieka na świecie więcej. Jak poradzić sobie z takiego rozmiaru tragedią? Czy mamy prawo do przeżywania jej na swój własny sposób? Czy nasi bliscy z kolei mają prawo do oczekiwania od nas, abyśmy przeżywali ją w sposób zwyczajowo przyjęty? Gdzie jest granica ingerencji świata zewnętrznego w wolność tych, którym zawalił się cały świat? 


Dobromir Dymecki znakomity w roli Larsa, czyli Norwega. Lekkoducha, zakochanego w sobie. Egoisty, który nie ma zasad. Ma tylko cele. Justyna Wasilewska w roli Mai to najmocniejszy punkt tego niebywale mocnego spektaklu. Maja jest siłą, rozpaczą. Maja jest jedynym sprawiedliwym złego świata małych ludzi. I ona ten świat w pewnym sensie rozgrzesza. Świetnie to jest zagrane. Bardzo dobra Magdalena Kuta. Jej Matka to postać wieloznaczna. Niełatwa w ocenie. Pełna sprzeczności. Prawdziwa. Poza nimi na scenie Monika Franczyk (Ewa), Sebastian Pawlak (Wojtek), Julia Wyszyńska (Zuzia) i Agnieszka Żulewska (Monika). Mocne, wyraziste postaci. Każda z nich potrzebna. Każda zagrana tak, że ani na moment nie ma się wrażenia czegoś niepotrzebnie sztucznego. Solidna robota. 


„Cząstki kobiety” nie są czymś nowym. Premiera była w 2018. Powróciły w wielkim stylu i o ile się orientuję jest spora szansa, że ruszą w świat. Oby. Znakomity, mądry, z rozmachem wystawiony spektakl. Trzeba to zobaczyć. 


reżyseria: 

Kornél Mundruczó


tekst i dramaturgia: 

Kata Wéber


asystent dramaturga: 

Soma Boronkay


tłumaczenie tekstu: 

Jolanta Jarmołowicz


scenografia i kostiumy: 

Monika Pormale


muzyka: 

Asher Goldschmidt


reżyseria świateł: 

Paulina Góral


tłumaczenie podczas prób: 

Patrycja Paszt


trening ruchowy: 

Aleksandra Woźniak


konsultacja językowa: 

Andreas Jönsson, Sindre Sandemo


asystentka reżysera: 

Karolina Gębska


inspicjentka: 

Katarzyna Gawryś


kierowniczka produkcji, asystentka scenografki: 

Karolina Pająk-Sieczkowska


asystentka kostiumografki: 

Małgorzata Nowakowska




Komentarze

Popularne posty